„KOŚCIÓŁ, KTÓRY STAJE NA GŁOWIE”

18 September, 2019
Quelle: fsspx.news

Wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim, Przełożonym generalnym Bractwa Św. Piusa X

Przed końcem roku spodziewamy się ważnych wydarzeń, takich jak synod nt. Amazonii czy reforma Kurii Rzymskiej. Będą miały one historyczne konsekwencje na życie Kościoła. Jakie, zdaniem Księdza, zajmują one miejsce w pontyfikacie papieża Franciszka?

Obecnie wielu katolików odnosi wrażenie, że Kościół stoi u progu nowej katastrofy. Jeśli spojrzymy w przeszłość, widzimy, że II Sobór Watykański okazał się możliwy jedynie dlatego, że był wynikiem dekadencji, która dotykała Kościoła w latach poprzedzających jego otwarcie: tama puściła pod naporem siły, która oddziaływała już od pewnego czasu. To właśnie umożliwia sukces wielkich rewolucji, ponieważ prawodawcy dokonują jedynie aprobaty i usankcjonowania sytuacji, które stały się już wcześniej faktem, przynajmniej częściowo.

Na przykład reforma liturgiczna była wynikiem eksperymentalnego ruchu z okresu międzywojennego, który głęboko dotknął część duchowieństwa. Współcześnie, podczas obecnego pontyfikatu, dokument Amoris lætitia był ratyfikacją praktyki, która niestety była już obecna w Kościele, szczególnie jeśli chodzi o możliwość przyjmowania Komunii przez osoby żyjące w stanie jawnego grzechu. Dziś sytuacja wydaje się dojrzała dla najtragiczniejszych reform.

Czy mógłby Ksiądz sprecyzować swój osąd względem adhortacji apostolskiej Amoris lætitia trzy lata po jej publikacji?

Amoris lætitia jest w historii Kościoła ostatnich lat tym, czym Hiroszima czy Nagasaki jest w historii współczesnej Japonii: mówiąc po ludzku, spustoszenia są niemożliwe do naprawienia. Bez wątpienia był to najbardziej rewolucyjny czyn papieża Franciszka, a także czyn, który wzbudził największy sprzeciw, również poza Tradycją, albowiem tyczy się on bezpośrednio obyczajowości małżeńskiej, co umożliwiło wielu duchownym i wiernym rozpoznać w nim poważne błędy. Przy czym ten katastroficzny dokument został błędnie przedstawiony jako dzieło ekscentrycznej osobowości, prowokującej w swych wypowiedziach – co niektórzy chcą przypisywać obecnemu papieżowi. Nie jest to właściwy obraz rzeczy i stanowi zbyt duże uproszczenie tej kwestii.

Zdaje się Ksiądz insynuować, że zachodzi nieunikniony skutek. Dlaczego stroni Ksiądz od definiowania papieża jako oryginalnej osobistości?

W rzeczywistości Amoris laetitia jest jednym ze skutków, który prędzej czy później powinien zaistnieć jako wynik przesłanek wprowadzonych przez sobór. Już kardynał Walter Kasper wyznał i podkreślił, że nowej eklezjologii – tej soborowej – odpowiada nowe pojmowanie rodziny chrześcijańskiej 1.

Istotnie, sobór jest przede wszystkim eklezjologiczny, tzn. w swych dokumentach przedstawia on nową koncepcję Kościoła. Kościół założony przez Pana Jezusa miałby już nie być po prostu Kościołem katolickim. W myśl tej nowości jest czymś szerszym: zawiera inne wyznania chrześcijańskie. W ten sposób wspólnoty prawosławne albo protestanckie posiadałyby „eklezjalność” na mocy chrztu. Innymi słowy, wielką nowością eklezjologii soboru jest możliwość przynależności na różne sposoby i w różnym stopniu do Kościoła założonego przez Pana Jezusa. Stąd też współczesne pojęcie pełnej lub częściowej jedności, można by powiedzieć „o zmiennej geometrii”. Kościół stał się strukturalnie otwarty i elastyczny. Nowy tryb przynależności do Kościoła, zupełnie giętki i zmienny, według którego wszyscy chrześcijanie są zjednoczeni w Kościele Chrystusowym, stanowi źródło ekumenicznego chaosu.

Nie sądźmy, że te nowości teologiczne są czymś czysto abstrakcyjnym – niosą one konsekwencje w konkretnym życiu wiernych. Wszystkie błędy dogmatyczne odnośnie Kościoła prędzej czy później oddziaływują na rodzinę chrześcijańską, albowiem jedność małżonków chrześcijańskich jest obrazem jedności między Chrystusem a Jego Kościołem. Kościołowi ekumenicznemu, elastycznemu i panchrześcijańskiemu odpowiada pojęcie rodziny, w której zobowiązania małżeńskie nie mają tej samej wartości, gdzie więzy między małżonkami, między kobietą a mężczyzną, nie są postrzegane i definiowane w ten sam sposób – one także nabierają elastyczności.

PAPIEŻ SPÓJNY Z ZASADAMI II SOBORU WATYKAŃSKIEGO

Czy mógłby Ksiądz sprecyzować swoją myśl?

Konkretnie ujmując, tak jak „panchrześcijański” Kościół Chrystusowy rzekomo zawierałby dobre i pozytywne elementy poza jednością katolicką, tak samo istniałyby dla wiernych dobre i pozytywne elementy również poza małżeństwem sakramentalnym, np. w małżeństwie cywilnym, a także w jakimkolwiek związku. Tak jak nie ma już rozróżnienia między „prawdziwym” Kościołem a „fałszywymi” kościołami – skoro kościoły niekatolickie są rzekomo dobre, tyle że mniej doskonałe – tak samo wszystkie związki stają się dobre, albowiem zawsze jest w nich coś dobrego, choćby sama miłość.

Oznacza to, że w „dobrym” małżeństwie cywilnym – szczególnie jeśli jest ono zawarte między osobami wierzącymi – można znaleźć niektóre elementy chrześcijańskiego małżeństwa sakramentalnego. Nie chodzi bynajmniej o to, aby postrzegać je jako równe; jednakże uważa się, że związek cywilny nie jest zły sam w sobie, a jedynie mniej dobry! Dotychczas mówiono o uczynkach dobrych i złych, o życiu w łasce bądź w grzechu śmiertelnym. Obecnie pozostają jedynie uczynki dobre i mniej dobre. Formy życia zupełnie wcielające ideał chrześcijański oraz te, które mu odpowiadają jedynie częściowo... Podsumowując: Kościołowi ekumenicznemu odpowiada ekumeniczna rodzina, tzn. rodzina zrekonstruowana [patchworkowa] lub rekonstruowalna, według potrzeb i wrażliwości.

Przed II Soborem Watykańskim Kościół głosił, że niekatolickie wyznania chrześcijańskie są poza łonem prawdziwego Kościoła, a więc nie są częścią Kościoła Jezusa Chrystusa. Doktryna konstytucji dogmatycznej Lumen gentium (nr 8) otwiera drogę do uznania ich za częściowe realizacje Kościoła Chrystusowego. Konsekwencje tych błędów są nieobliczalne i wciąż się dynamicznie rozwijają.

Amoris lætitia jest wynikiem nowej eklezjologii głoszonej przez Lumen gentium, a także szalonego otwarcia na świat zaleconego przez konstytucję duszpasterską o Kościele w świecie w obecnych czasach Gaudium et spes 2. I istotnie, wraz z Amoris lætitia małżeństwo chrześcijańskie jest coraz bardziej podobne do takiego małżeństwa, jak go pojmuje współczesność i duch laicyzmu.

Dlatego obiektywnie wstrząsające nauczanie papieża Franciszka nie jest jakimś obcym narostem, ale jak najbardziej logiczną konsekwencją zasad wysuniętych przez sobór. Papież wyciąga z nich ostateczne konsekwencje... ostateczne na daną chwilę.

Czy ta nowa doktryna o Kościele ukazała się poprzez jakieś szczególne pojęcie teologiczne?

Po soborze pojęcie Ludu Bożego zastąpiło pojęcie Mistycznego Ciała Chrystusa. Jest ono wszechobecne w nowym Kodeksie prawa kanonicznego opublikowanym w 1983 r. Jednakże w 1985 r. nastąpiło pewne przesunięcie. Okazało się, że termin „Lud Boży” stawał się niewygodny, albowiem umożliwiał nadużycia teologii wyzwolenia i marksizmu. Został on zastąpiony innym pojęciem, również wywodzącym się z soboru: eklezjologią komunii-jedności, która umożliwia niezmiernie elastyczną przynależność do Kościoła; dzięki niej wszyscy chrześcijanie są zjednoczeni w tym samym Kościele Chrystusowym, jednakże mniej lub bardziej, co sprawiło, że dialog ekumeniczny nabrał kolosalnych rozmiarów, jak np. miało to miejsce ze spotkaniem w Asyżu w 1986 r. To tak jak z wielościanem – co jest zresztą ulubionym porównaniem papieża Franciszka: „figura geometryczna, która ma wiele różnych ścian. Wielościan odzwierciedla zbieg wszystkich różności, które zachowują w nim swoją oryginalność. Nic się nie rozpuszcza, nic się nie niszczy, żadna z części nie dominuje innych”3 .

Czy widzi Ksiądz ten sam eklezjologiczny rodowód w źródłach reform zapowiedzianych w Instrumentum laboris najbliższego synodu nt. Amazonii bądź projekcie reformy Kurii Rzymskiej?

Wszystko sprowadza się, pośrednio bądź bezpośrednio, do fałszywego pojęcia Kościoła. Zauważmy raz jeszcze, że Franciszek jedynie wyciąga ostateczne konkluzje z przesłanek wyłożonych przez sobór. Mówiąc konkretnie, jego reformy zawsze zakładają Kościół wsłuchujący się, Kościół synodalny, Kościół uważny na kulturę narodów, ich oczekiwania i wymagania, zwłaszcza uważny na przyrodzone warunki ludzkie, właściwe dla naszych czasów i wciąż zmienne. Wiara, liturgia i rządy Kościoła winny się dostosować do tego wszystkiego i być tego rezultatem.

Wiecznie wsłuchujący się Kościół synodalny stanowi najnowszy etap ewolucji Kościoła kolegialnego głoszonego przez II Sobór Watykański. Aby dać konkretny przykład: wedle Instrumentum laboris Kościół winien przyjąć i uczynić swymi takie elementy jak lokalne tradycje odnośnie kultu duchów i tradycyjną medycynę amazońską, które używają rzekomych „egzorcyzmów”. Skoro te tubylcze zwyczaje są zakorzenione w danej ziemi, która ma pewną historię, to „terytorium jest miejscem teologicznym, szczególnym źródłem objawienia Bożego”. Dlatego też należy uznać bogactwo tych rodzimych kultur, albowiem „nieszczere otwarcie się na bliźniego, a także postawa korporacyjna, ograniczająca zbawienie jedynie do swej wiary, niszczą tę właśnie wiarę”. Odnosi się wrażenie, że zamiast walczyć przeciw pogaństwu, obecna hierarchia chce przyjąć i wcielić jego wartości. A twórcy przyszłego synodu odnoszą się do „znaków czasu” bliskich Janowi XXIII, które należy rozpatrywać jako znaki Ducha Świętego.

KOŚCIÓŁ CHRYSTUSOWY NIE JEST ANI FORUM, ANI PLATFORMĄ

A jeśli chodzi o Kurię?

Projekt reformy Kurii przedstawia z kolei Kościół, który o wiele bardziej przypomina dzieło ludzkie niż społeczność Bożą, hierarchiczną, będącą depozytariuszem nadprzyrodzonego Objawienia, korzystającą z nieomylnego charyzmatu dochowania i nauczania wiecznej Prawdy narodom aż do końca czasów. Jak wskazuje wprost tekst projektu, chodzi o „uwspółcześnienie (aggiornamento) Kurii”, „w oparciu o eklezjologię II Soboru Watykańskiego”. Dlatego następujące słowa autorstwa kardynałów zajmujących się tą reformą nie budzą zaskoczenia: „Kuria działa jako pewnego rodzaju platforma i forum komunikacji względem Kościołów partykularnych i Konferencji biskupów, które potrzebują takich doświadczeń. Kuria zbiera doświadczenia Kościoła powszechnego i w oparciu o nie pokrzepia Kościoły partykularne i Konferencje biskupów... To życie jedności udzielone Kościołowi ma oblicze synodalności... Lud wiernych, Kolegium biskupie, Biskup Rzymu słuchają się wzajemnie, a wszyscy wsłuchują się także w Ducha Świętego... Ta reforma jest ustanowiona w duchu «zdrowej decentralizacji»... Kościół synodalny polega na tym, aby «Lud Boży wspólnie kroczył»... Ta posługa Kurii względem misji biskupów i communio [jedności] nie polega na postawie czujności czy kontroli, ani nawet podejmowaniu decyzji jako wyższy autorytet4...” .

Platforma, forum, synodalność, decentralizacja..., wszystko to jedynie potwierdza eklezjologiczny rodowód wszystkich współczesnych błędów. W tym bezkształtnym zlepku nie ma już wyższego autorytetu. To dekonstrukcja Kościoła takiego, jakim założył go Pan Jezus. Zakładając Swój Kościół Chrystus nie otworzył forum komunikacji ani platformy wymiany myśli i doświadczeń; udzielił On Piotrowi i Swoim Apostołom urzędu pasania Jego trzody oraz powołał ich do bycia kolumnami prawdy i świętości celem prowadzenia dusz do Nieba.

Jak określić ten eklezjologiczny błąd względem Boskiego ustroju Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa?

Jest to obszerna kwestia, ale Arcybiskup Lefebvre udzielił nam tu częściowej odpowiedzi. Mówił, że struktura nowej Mszy odpowiadała Kościołowi demokratycznemu, który nie jest już hierarchiczny ani monarchiczny. Kościół synodalny, o którym marzy Franciszek, ma jak najbardziej demokratyczny charakter. Osobiście przedstawił on, jak sobie go wyobraża w postaci odwróconej piramidy. Czy można było jaśniej ukazać co rozumie przez synodalność? To Kościół, który staje na głowie. Jednakże podkreślmy jeszcze raz: papież Franciszek jedynie rozwija zarodki, które są już obecne w soborze.

Czy nie uważa Ksiądz, że naciąga Ksiądz interpretację obecnej rzeczywistości, chcąc wszystko sprowadzić do zasad II Soboru Watykańskiego, który miał miejsce pięćdziesiąt lat temu?

Odpowiedzi udzielił tu jeden z najbliższych współpracowników Franciszka. Chodzi o kardynała Maradiagę, arcybiskupa Tegucigalpa i koordynatora doradczej grupy kardynałów C6. Oto co mówi: „Po Soborze Watykańskim II następuje zmiana metod i treści ewangelizacji, oraz edukacji chrześcijańskiej. Liturgia zmienia się (...). Perspektywa misjonarska zmienia się: misjonarz powinien ustanowić dialog ewangelizacyjny (...). Działanie społeczne zmienia się, nie chodzi już tylko o miłość i rozwój różnych form pomocy, ale także o walkę na rzecz sprawiedliwości, prawa ludzkie i wyzwolenie... Wszystko zmienia się w Kościele wedle odnowionego modelu duszpasterskiego”. Aby ukazać w jakim duchu dokonywane są te zmiany dodaje: „Papież chce doprowadzić odnowę Kościoła do punktu, w którym stanie się ona nieodwracalna. Wiatr, który popycha żagle Kościoła na pełne morze jego głębokiej i zupełnej odnowy, to miłosierdzie”5 .

Nie można jednak negować, że wiele głosów uniosło się przeciw tym reformom, i można roztropnie założyć, że nie ucichną również w najbliższych miesiącach. Jak ocenia Ksiądz te reakcje?

Należy się jak najbardziej cieszyć z podobnych reakcji i stopniowego nabywania świadomości przez wielu wiernych i kilku purpuratów, że Kościół zbliża się do nowej katastrofy. Reakcje te mają zaletę i zasługę uwydatnienia, że głos, który głosi te błędy nie może być głosem Chrystusa ani Magisterium Kościoła. Jest to bardzo ważne i pokrzepiające, mimo tragicznego kontekstu. Bractwo ma obowiązek być bardzo uważne na te reakcje, a także pomagać, aby nie zbłądziły one z właściwej drogi i ostatecznie nie zeszły na manowce.

 

  • 1. Walter Kasper, wywiad z 7 maja 2014 r., Commonwealmagazine.org: „Pierwsze małżeństwo jest nierozerwalne (...). Drugie małżeństwo nie jest małżeństwem w znaczeniu chrześcijańskim, i byłbym przeciwny jego zawieraniu w kościele. Jednakże zachodzą w nim elementy małżeństwa. Porównałbym to do sposobu, w jaki Kościół katolicki postrzega inne kościoły. Kościół katolicki jest prawdziwym Kościołem Chrystusa, ale istnieją inne kościoły, które mają elementy prawdziwego Kościoła, i my uznajemy te elementy. W ten sam sposób możemy powiedzieć, że prawdziwym małżeństwem jest małżeństwo sakramentalne. A drugie nie jest małżeństwem w tym samym znaczeniu, ale zachodzą elementy małżeństwa: partnerzy troszczą się o siebie, są powiązani z sobą w sposób wykluczający innych, zachodzi intencja trwałości. Powinniśmy szanować takie sytuacje tak jak czynimy to z protestantami”.
  • 2. Konstytucja ta jest przesiąknięta prymatem sumienia, zaleca personalizm i insynuuje zamianę celów małżeństwa.
  • 3. Przemówienie do uczestników Światowego Spotkania Ruchów Ludowych, 28 październik 2014 r.
  • 4. Le contenu du projet de réforme de la Curie: une ecclésiologie revisitée” (Treść projektu reformy Kurii: zrewidowana eklezjologia), L’Homme nouveau, 23 maja 2019 r.
  • 5. „L’Eglise de la miséricorde avec le pape François” (Kościół miłosierdzia z papieżem Franciszkiem), 20 stycznia 2015 r., www.scu.edu

SOBOROWY PLURALIZM CZYNI JAKĄKOLWIEK OPOZYCJĘ BEZSKUTECZNĄ

Co Ksiądz przez to rozumie?

Po pierwsze należy zauważyć, że te reakcje przypominają rzucanie grochem o ścianę i trzeba mieć odwagę spytać, dlaczego tak się dzieje. Na przykład czterech kardynałów wyraziło swe dubia odnośnie Amoris lætitia. Reakcja ta została zauważona przez wielu i powitana jako początek reakcji, która przyniesie trwałe skutki. W rzeczywistości cisza Watykanu pozostawiła tę krytykę bez odpowiedzi. W międzyczasie dwóch z tych kardynałów zmarło, a papież Franciszek przeszedł do kolejnych projektów reformy, przed chwilą przez nas omawianych – co sprawia, że uwaga przesuwa się na nowe tematy, pozostawiając, siłą rzeczy, bitwę o Amoris lætitia na drugim planie, zapomnianą, podczas gdy zawartość tej adhortacji zdaje się de facto przyjęta.

Aby zrozumieć ciszę papieża nie należy zapominać, że Kościół wywodzący się z soboru jest pluralistyczny. To Kościół, który nie opiera się już na wiecznej i objawionej Prawdzie, nauczanej odgórnie przez autorytet. Mamy do czynienia z Kościołem, który wsłuchuje się, a więc w sposób nieunikniony wsłuchuje się w głosy, które mogą się od siebie różnić. Dla porównania, w ustroju demokratycznym zawsze jest miejsce, przynajmniej pozornie, dla różnych opozycji. Te w pewnym sensie należą do systemu, albowiem ukazują, że można dyskutować, posiadać odmienną opinię, że jest miejsce dla wszystkich. Coś takiego może oczywiście faworyzować dialog demokratyczny, ale nie przywrócenie absolutnej i powszechnej Prawdy oraz odwiecznego prawa moralnego. W ten sposób błąd może być swobodnie głoszony równolegle do rzeczywistej opozycji, która jest jednak strukturalnie nieskuteczna i niezdolna do przywrócenia podstawowych prawd w jego miejsce. Należy więc w ogóle wyjść z systemu pluralistycznego, którego przyczyną jest II Sobór Watykański.

Co według Księdza powinni uczynić Ci duchowni czy wierni, którym zależy na przyszłości Kościoła?

Po pierwsze trzeba, aby mieli świadomość i odwagę uznania, że istnieje ciągłość między nauką soboru i papieży epoki posoborowej a obecnym pontyfikatem. Cytowanie na przykład magisterium „świętego” Jana Pawła II celem przeciwstawienia się nowinkom papieża Franciszka jest bardzo złym lekarstwem, z góry skazanym na porażkę. Dobry lekarz nie powinien się zadowalać kilkoma szwami zszywającymi ranę, nie oczyściwszy wpierw zakażenia znajdującego się w jej wnętrzu. Bynajmniej nie gardzimy tymi wysiłkami, jest po prostu kwestią miłości bliźniego wskazać gdzie leży źródło problemów.

Podając konkretny przykład tej niespójności wystarczy przywołać, pośród różnych postaci, osobę kardynała Müllera. Jest on obecnie wśród nich bezsprzecznie najbardziej zaciekły wobec Amoris lætitia, Instrumentum laboris i projektu reformy Kurii. Używa on bardzo mocnych określeń; mówi nawet o „zerwaniu z Tradycją”. A przecież ten kardynał, który znajduje obecnie siłę, aby publicznie te błędy napiętnować, to ten sam, który chciał narzucić Bractwu Św. Piusa X – w jedności ze swymi poprzednikami i następcami w Kongregacji Nauki Wiary – zaakceptowanie całego soboru i magisterium posoborowego. Abstrahując od Bractwa i jego stanowiska, krytyka ta, która skupia się na objawach nie doszukując ich przyczyn, stanowi bardzo szkodliwą i mylącą niespójność.

MIŁOŚĆ, KTÓRA PRAGNIE „PRZEKAZAĆ TO, COŚMY OTRZYMALI”

Często zarzuca się, że Bractwo potrafi jedynie krytykować. Co proponuje ono pozytywnego?

Bractwo nie krytykuje w sposób systematyczny czy a priori. Nie jest ono zawodowym „narzekaczem”. Ma ono swobodę wypowiedzi, która pozwala mu mówić otwarcie, bez obawy, że straci korzyści, których nie posiada... Wolność ta jest w obecnych czasach niezbędna.

Przede wszystkim Bractwo żywi miłość do Kościoła i do dusz. Obecny kryzys nie jest tylko kryzysem doktrynalnym: seminaria są zamykane, kościoły opróżniają się, praktyka sakramentalna spada w zawrotny sposób. Nie możemy wobec tego stać z założonymi rękoma i mówić sobie: „wszystko to udowadnia, że Tradycja ma rację”. Tradycja ma obowiązek przychodzenia z pomocą duszom, wraz ze środkami, których udziela jej święta Opatrzność. Nie jesteśmy motywowani pyszną dumą, lecz ponaglani miłością, która pragnie „przekazać to, cośmy otrzymali” (I Kor 15, 3). Oto co pragniemy pokornie czynić poprzez nasz codzienny apostolat. Ten jednakże jest nieodłączny od piętnowania zła, które trapi Kościół, tak aby chronić trzodę porzuconą i rozpierzchniętą przez złych pasterzy.

Jakie nadzieje Bractwo żywi wobec duchownych i wiernych, którzy zaczynają jasno postrzegać obecną sytuację, tak aby ich postawa zaowocowała pozytywnie i skutecznie?

Trzeba mieć odwagę uznać, że nawet odpowiednie stanowisko doktrynalne okaże się niewystarczające, jeśli nie towarzyszy mu życie duszpasterskie, duchowe i liturgiczne spójne z zasadami, których chcemy bronić, albowiem sobór zapoczątkował nowy sposób postrzegania życia chrześcijańskiego, spójny z nową doktryną.

Jeśli doktryna jest potwierdzona we wszystkich swoich prawach, trzeba podjąć autentyczne życie katolickie spójne z tym co wyznajemy. Bez tego taka bądź inna deklaracja pozostanie jedynie wydarzeniem medialnym, o odziaływaniu ograniczonym do kilku miesięcy, a nawet tylko do paru tygodni... Ujmując rzeczy konkretnie: trzeba przejść na Mszę trydencką i wszystko to co się z tym krokiem wiąże; trzeba przejść na Mszę katolicką i wyciągnąć z tego wszystkie konsekwencje; trzeba przejść na Mszę nieekumeniczną, na Mszę wszech czasów i pozostawić tej Mszy odnowienie życia wiernych, wspólnot, seminariów, a zwłaszcza przemianę kapłanów. Nie chodzi o przywrócenie Mszy trydenckiej dlatego, że jest ona teoretycznie najlepszą opcją; chodzi o jej przywrócenie, życie nią i obronę jej aż do męczeństwa, dlatego że jedynie Krzyż Pana Jezusa może wyprowadzić Kościół z katastroficznej sytuacji, w której się znalazł.

Portæ inferi non prævalebunt adversus eam!
Bramy piekła go nie przemogą!

Menzingen, 12 września 2019 r., w święto Najświętszego Imienia Maryi